kontur (2 kB)
matragona01 (7 kB)

Dolinki Podkrakowskie

Doliny Nielepicka i Aleksandrowicka
Nielepice - Morawica

10.07.2022 r.

Linia
Kierownik Wycieczki: Marzena Chyba
dolinki01 (127 kB)

Dolina Nielepicka – dolina na Garbie Tenczyńskim, będącym jednym z mezoregionów Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, która znajduję się na terenie Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego. Od południowo-wschodniego krańca wsi Nielepice (gmina Zabierzów) dolina opada w kierunku północno-zachodnim, a następnie północnym do Rowu Krzeszowickiego. Dolina ma kilka odnóg będących wąwozami o stromych zboczach – są to wąwozy Pajoki, Pierunkowy Dół i Dolina Borowca.

Dolina Aleksandrowicka – niewielka dolina rozcinająca Garb Tenczyński na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej w miejscowości Aleksandrowice. Ma długość 3 km i płaskie szerokie dno, które jest w dużym stopniu zabudowane. Dnem doliny prowadzi droga z Aleksandrowic do Kleszczowa. W wylocie dolny znajdują się 2 stawy.

(Źródło: Wikipedia)

Atrakcje przyrodnicze i krajoznawcze na trasie wycieczki:

Linia

Trasa piesza:

zielony (0 kB) Nielepice – szlak okrężny „Wokół Nielepic” (Bukowa Góra, skała na Dębowej Górze – punkt widokowy) czarny (0 kB) Brzoskwinia niebieski (0 kB) Kleszczów czarny (0 kB) Wąwóz Zbrza – Aleksandrowice czerwony3 (0 kB) (ścieżka spacerowa przez skałę Krzywy Sąd) czarny (0 kB) Morawica

Długość trasy: 18 km
Szacowany czas przejścia wg mapy: 5:30 h

dolinki-mapka (153 kB) Linia dolinki02 (100 kB)

I w końcu sukces...

10 lipca 2022 Dolinki podkrakowskie Nielepice - Bukowa Góra - Skała na Dębowej Górze - Jaskinia Pańskie Kąty - Brzoskwinia - Kleszczów - Wąwóz Zbrza - Skała Krzywy Sąd – Morawica.

W niedzielę 10 lipca miałem okazję w końcu pojechać na wycieczkę zorganizowaną przez Koło "Matragona". Kilka poprzednich niestety nie doszło do skutku z powodu małego zainteresowania i Dziewczyny z Wierchuszki podjęły iście dyktatorską decyzję o zmianie formuły organizowania wycieczki. Zrezygnowały z wynajmowania autobusu/busa i postawiły na komunikację zbiorową. W tej formule wycieczka miała się odbyć nawet gdy pojawi się minimalna liczba uczestników co ostatnio przerabialiśmy kilkakrotnie z Frelką. I tym sposobem kilkanaście minut po godzinie siódmej pojawiłem się w Bronowicach oczekując na grupę i autobus linii 258 którym mieliśmy dojechać do Nielepic. Po kilkunastu minutach siedzenia na przystanku zacząłem się zastanawiać czy aby nie okaże się jednak jedynym uczestnikiem wycieczki, ale na szczęście pojawiła się na przystanku Pani Prowadząca Marzena. Zaraz po niej podeszła do nas z pytaniem "do dolinek" Aneta. Dziewczyna która miała jechać z nami pierwszy raz, a po chwili przyszły jeszcze Ela z trójką swoich córek Anią, Basią i Natalią i ich Babcią Heleną. Zapomniał bym jeszcze o naszym chodzącym punkcie obserwacyjnym czyli Mateuszu który jakoś tak pojawił się w międzyczasie prawie, że prosto ze Słowacji w której dzień wcześniej zdobywał szczyty górskie no i mieliśmy komplet wycieczki. Dziewiątkę bohaterek i bohaterów spragnionych przygód. Doczekaliśmy się empekowskiego autobusu linii 258 i już po około czterdziestu minutach jazdy mogliśmy cieszyć się z kolejnej w tym roku wycieczki. Na pętli autobusowej w Nielepicach prowadząca wycieczkę Marzena opowiedziała nam o miejscach które będziemy mogli zobaczyć tego dnia na szlaku naszej wędrówki i rozdała fajnie przygotowane przez siebie karteczki z dokładną rozpiską całej wycieczki.

No i ruszyliśmy na początku przez miejscowość szlakiem niebieskim który zamieniliśmy po chwili na zielony który miał nam towarzyszyć przez sporą część dnia. Na samym początku trafiliśmy od razu na pierwsze atrakcje. Obiecane w opisie wycieczki "bunkry". Spodziewałem się popularnych w naszym rejonie malutkich Kochbunkrów, a tu czekało mnie zaskoczenie. Tuż przy szlaku z zagłębienia terenu wystawał strop dość dużego schronu zbudowanego przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej. Tak zwanego "biernego schronu piechoty" Regelbau 668. Był to obiekt dający schronienie dziewięciu żołnierzom w czasie ostrzału czy bombardowania. Budowany był razem z kilkoma małymi schronami bojowymi dla karabinów maszynowych lub większymi będącymi ukryciem dla dział przeciwpancernych. Niestety nie dało się do niego wejść. Nawet nasz eksplorator Mateusz sobie odpuścił więc ruszyliśmy w dalszą drogę dookoła niewielkiego wzgórza na którym wg map CZ były kolejne "bunkry". W międzyczasie grupa poszła w szkodę rozłażąc się po okolicznych krzakach pełnych malin. A mnie cały czas korciły kolejne schrony ukryte na górce. W końcu nie wytrzymałem i razem z Mateuszem ruszyliśmy szukać ścieżki na górę. Tej nie znaleźliśmy i przez krzaczory mojej wysokości wytyczyliśmy sobie ścieżkę sami. Jak miało się okazać chwila wysiłku zostało nagrodzona widokiem bliźniaczego schronu do tego na dole. Do tego tym razem dało się wejść bo i wejście główne i ewakuacyjne były drożne, a środek schronu nie był zawalony śmieciami. Widać, że żadnemu z okolicznych gospodarzy nie chce się tu męczyć z włażeniem żeby pozbyć się śmieci. We wnętrzu przydała się niesiona w plecaku czołówka. W środku ocalała część konstrukcji kryjącej kiedyś peryskop służący do obserwacji przedpola i oryginalna warstwa przeciwodłamkowa zapobiegająca zranieniu przez fragmenty betonu odpryskujące w czasie ostrzału od stropu wykonana z desek wzmocnionych płaskownikami. No Czad. Ja wlazłem głównym wejściem, ale nie potrafiłem sobie odmówić wyczołgania się włazem ewakuacyjnym. Eksplorując wzgórze znaleźliśmy jeszcze kilka metrów od dużego mały schron dla karabinu maszynowego Ringstand 58c do którego okrągłego górnego stanowiska można wpaść bo jest zupełnie nie zabezpieczone.

No dobra koniec radości z militariów musimy zacząć gonić grupę. Wejść było w miarę prosto, ale zejść gdy się nie widzi tego co pod stopami już nie jest tak łatwo. Moje kijki kończą na dziś wygodne spacerowanie przypięte do plecaka i muszą mi pomóc w zejściu. Na szczęście bez żadnych strat i mam nadzieję pasażerów na gapę w postaci kleszczy docieramy znów do zielonego szlaku i gonimy grupę. Zajmuje nam to ponad dwadzieścia minut. Przez piękny bukowy las dochodzimy do czerwonego szlaku tenczyńskiego przy mającej 378 metrów Bukowej Górze gdzie nasz zielony gwałtownie zawraca o prawie 180 stopni. Wracamy w stronę Nielepic, a gdy znajdujemy wiatę szefowa zarządza przerwę która zresztą jest uwzględniona w rozpisce. Po zasłużonym odpoczynku na chwilę zbaczamy na punkt widokowy na Dębowej Górze i zaliczamy krótką wędrówkę szlakiem niebieskim. Wracamy nim po chwili do szlaku zielonego przy którym jest ukryta kolejna atrakcja. Jaskinia Pańskie Kąty. Tu już wszyscy do niej wchodzą choć na chwilę przyświecając sobie czołówkami, ale tylko nasze najmłodsze turystki z racji rozmiarów eksplorują całą. Ja wchodzę do głównej Komory i widząc rozmiar dalszego korytarza konfrontuję go ze swoją figurą Kubusia Puchatka i odpuszczam sobie ryzyko utknięcia. Teraz czeka nas dość mocno pogmatwany odcinek szlaku gdzie trzeba co chwilę sprawdzać położenie na mapie w komórce bo niekoniecznie jest on poprowadzony w sposób oczywisty. W pewnym momencie żegnamy się z kolorem zielonym i zamieniamy go na czarny która ma nas doprowadzić do miejscowości Brzoskwinia. W teorii bo po drodze gubimy szlak i wychodzimy w zupełnie innym miejscu. Na szczęście wg rozpiski mamy nadwyżkę czasową więc mamy jeszcze czas na podejście do źródła rzeczki Brzoskwinki i przerwę na placu zabaw z którego atrakcji ochoczo korzystają wszystkie nasze najmłodsze turystki duże i małe. Z Brzoskwini idziemy w stronę Kleszczowa szlakiem niebieskim chyba najbardziej wyasfaltowanym odcinkiem dzisiejszej trasy. W haniebny sposób razem z Mateuszem zostawiamy wszystkie nasze Panie i realizując swoją potrzebę wybiegania się docieramy do Wąwozu Zbrza przecinającego Las Zabierzowski. To chyba najpiękniejszy i najdzikszy kawałek dzisiejszej wycieczki. Przypomina momentami szlaki w Górach Świętokrzyskich albo Panieńskie Skały w krakowskim Lasku Wolskim. W pewnym momencie szlak znika w bagnistym rozlewisku które powstało na dnie wąwozu i trzeba się trochę namęczyć żeby pokonać je górą. Jedyną rzeczą która przeszkadza w kontakcie z cudowną przyrodą jest hałas generowany przez jeżdżących na motorach crossowych. No, ale każdy spędza czas jak lubi, a nie ma tu zakazu wjazdu. Więc musimy się dzielić z nimi. Po przejściu przez wąwóz docieramy do Podlesia i Dolinki Aleksandrowickiej gdzie oznaczoną na czerwono ścieżką spacerową idziemy na skałę Krzywy Sąd zaliczając najbardziej "górski" odcinek wycieczki. Na niej robimy sobie ostatnią przerwę tego dnia podziwiając piękną panoramę okolicy i próbując sfotografować startujące ze znajdujących się nieopodal Balic samoloty. I to już w zasadzie koniec atrakcji na ten dzień. Schodząc w stronę Morawicy zapominamy o jednym z punktów programu czyli Skale Głowa Słonia, a w niej samej rozdzielamy się. Dziewczyny idą jeszcze na koniec szlaku czarnego żeby przy kropce oznaczającej jego koniec/początek zrobić sobie zdjęcia, a ja z Mateuszem zalegamy na przystanku czekając już na autobus. Z piękniejszą częścią wycieczki spotykamy się na pokładzie autobusu linii 228 którym dojeżdżamy do pętli w Bronowicach gdzie następuje oficjalne zakończenie wycieczki. Jeszcze tylko w kilka osób idziemy na nagrodę czyli obiadek i kończymy ten cudny dzień.

DZIĘKUJĘ i do zobaczenia na nizinach które wcale nie są nudne.

Endrju Szczypiorek

dolinki03 (58 kB) Linia
Relacja fotograficzna - Endrju Szczypiorek
Linia
copyright